0

1
TOM PIERWSZY
Rozdział I
Na królewskim zamku w stolicy saskiej
jakby wszystko wymarło: cicho było, ponuro i smutno. Noc była jesienna, ale w końcu sierpnia zaledwie gdzieniegdzie liść
żółknie na drzewach i rzadko wieją
wiatry chłodne, dni bywają weselsze jeszcze, a nocy jasne i ciepłe.
Tego wieczora jednak dęło z północy i chmury czarne, poszarpane, długie wlokły
się jedna za drugą, a na ołowianym tle, jeśli mignęła gdzie gwiazdka na chwilę,
gasła wnet w gęstych obłokach. U Georgenthor (1), w bramach zamkowych, na
dziedzińcach przechadzały się straże milczące. Zwykle jasne okna królewskich
mieszkań, z których światła i muzyka buchały ochoczo, stały czarne i zamknięte.
A była to rzecz niezwykła za panowania Augusta, zwanego Mocnym (2), bo pan to
był mocen do wszystkiego: łamał podkowy i ludzi, smutek i złą fortunę, a jego
nic złamać nie mogło. W całych Niemczech, ba, w całej Europie słynął świetny
dwór królewski, przy którym gasły wszystkie inne: nikt go wspaniałością, smakiem
wytwornym i rozrzutnością pańską nie przeszedł, nikt mu nawet nie dorównał.
W tym roku wszakże August doznał klęski. Szwed mu wydarł elekcyjną polską koronę
(3). Król, zrzucony
niemal z tronu, wygnany z królestwa, wrócił na kurfirstowskie gniazdo opłakiwać swe straty,
wysypane próżno miliony i srogą niewdzięczność Polaków. Sasi nie mogli pojąć, by tak szlachetnego i miłego pana
można było nie uwielbiać i nie dać się zań zabijać.
August mniej to jeszcze od nich rozumiał. Wyraz "niewdzięczność" nieodstępnie
towarzyszył każdemu Polski wspomnieniu. Wreszcie unikano już nawet mowy o niej,
o królu Szwecji i o tych wypadkach, które August Mocny poprawić kiedyś obiecywał
sobie.
Drezno po powrocie Augusta już się nawet bawić zaczynało, ażeby swego pana
rozweselić; tylko tego wieczora tak dziwna cisza zapanowała w zamku. Dlaczego,
nikt nie wiedział. Król przecież do żadnego ze
swych zamków nie odjechał, w
0
